| ZAKĄTEK IDIOMKI | ||||
|
Prima VoltaFirma, która najbardziej podobała mi się podczas tego wyjazdu, wcale nie nazywa się Prima Volta (pierwszy raz). Ale śmiało mogłaby. Zamiast tego nazywa się Kartell i jest jedną z podobno najłatwiej rozpoznawalnych marek w świecie designu użytkowego. Tak mówią, bo, wiecie, ja na markach za bardzo się nie znam ;) Ale po bliskim spotkaniu z Kartellem, zapałałam do niego ogromną, szaloną miłością. A ponieważ u mnie miłość jest zwykle bezwarunkowa ;) to i nawet do ich gumowych butów zapałałam gwałtownym pożądaniem. Choć gdyby mnie ktoś wcześniej zapytał czy chcę gumowe buty za 100 EUR to popukałabym się w głowę ;) Mieli nawet gustowne gumiaczki na obcasie, które wydały mi się mocno interesujące, ze względu na wiadomości o powodzi, jakie docierały do mnie z Polski. Na szczęście nie miałam przy sobie wolnych 105 EUR. Bo gdybym miała, to pewno weszłabym w posiadanie tego oto designerskiego cudu: Ale tak sobie myślę, że jak poczekam jeszcze trochę, podpiszemy z nimi umowę, to te 100 eurasów może się zmienić w 50. A wówczas kto wie, kto wie..... A chodząc po salonie w centrum Mediolanu, doszłam do wniosku, że buty butami, ale na pewno kupię sobie ten pojemnik: Ten mniejszy mebelek bez problemu jest z moim zasięgu finansowym. A kiedy dowiedziałam się na dodatek, że zaprojektowała go, 40 lat wcześniej, babcia naszego gospodarza - Federico - byłam cała jego (tego mebelka, a nie gospodarza, bo gospodarz był jakimś dzieciakiem o 7 lat młodszym ode mnie ;) ) Po obejrzeniu salonu Kartella, zostaliśmy zabrani do Museum Kartell - miejsca, w którym na 2.500 mq zobrazowano 61 lat historii tej niezwykłej firmy. I tu już przepadłam z kretesem. Nie tylko zachwycałam się formami przedmiotów użytkowych. Poznałam również historię tej firmy. I zrobiła ona na mnie ogromne wrażenie. Szczególnie dzięki babci Federico - Annie Castelli Ferrieri. Była ona bowiem pierwszą kobietą, która we Włoszech skończyła architekturę (w 1943 roku). Pytałam jej wnuka czy była ona feministką - podobno nie. Ale za to była bardzo silną i odważną kobietą (zmarła 3 lata temu). Po studiach i ślubie z Giulio Castelli, który był inżynierem-chemikiem, otworzyli firmę Kartell, która projektowała (często rękami znanych projektantów) i produkowała nowoczesne, designerskie elementy wyposażenia wnętrz. I naprawdę byli oni awangardą w tym biznesie. Dziewczyna, która oprowadzała nas po muzeum co chwilę mówiła "prima volta". Poczynając od tego pierwszego razu, kiedy kobieta poszła we Włoszech studiować architekturę, przez pierwszy raz, kiedy zrobiono krzesło z tworzywa sztucznego, a na pierwszym razie, kiedy krzesło z przezroczystego poliwęglanu wyprodukowano w formie jednej bryły (La Marie, Philippe Starck). Ale tego powtarzanego "pierwszy raz" było bardzo wiele. Niemal każdy eksponat był w czymś pierwszy w świecie. I teraz już wiem - chcę kuchnię z Del Tongo i jakieś 50 "drobiazgów" z Kartella. A najlepiej - tych z lat ubiegłych, dziś już niemal zabytkowych. Problem tylko w tym, że jeżeli zaczyna mi się podobać Kartell itp. to, niestety, muszę w końcu zabrać się za zarabianie prawdziwych pieniędzy.... napisała idiomka 2010-07-31 17:26:45 Italia w obrazkachWspomniałam, że we Włoszech byliśmy w fabryce mebli - Del Tongo. Firma ta jest naszym dostawcą i wizyta miała na celu omówienie nowej ekspozycji, nowych warunków itp. Nie wiem kto wpadł na taki pomysł, żeby umieszczając mnie na liście uczestników dla fabryki uzasadnić moją obecność w taki sposób, ale dopisano mi, że jestem asystentką dyra. Przed dotarciem na miejsce wcale mi to nie przeszkadzało - nie mam tytułomanii. Do czasu aż nie poznałam Claudio - area managera, w którym mogłam się doczepić tylko do jednego (trochę za chudy tyłek ma ;) ale w sumie nad tym można popracować ;) ) - inteligentny, przystojny, sympatyczny, wysoki, lekko szpakowany - my hero! ;) Nawet jeżeli jest poza moim zasięgiem, to zagrała we mnie ambicja - przed takim facetem mam być asystentką? Niedoczekanie! Choćby mi kazali kasę za hotel zwracać! ;) W stosownym momencie doprowadziłam do wymiany wizytówek. Na mojej wyraźnie jest napisane, że nie jestem asystentką ;) Zdjęcia Claudio nie pokażę ;) Ale za to pokażę zdjęcie "mojej" kuchni. Wygląda, jakby została stworzona właśnie do mnie - styl, kolor. Wierzę, że kiedyś będzie moja i że będę miała ją gdzie wstawić :) W ogóle okazało się, że produkcja kuchni jest szalenie ciekawym tematem. Jak by co - mogę się przebranżowić ;)
* * *
W Arezzo widziałam kościół z 1000 r.n.e. Nie wiem dlaczego nie dało się do niego wejść :( Oto jego kawałek (stoi przy placu, którego szerokość uniemożliwia zrobienie fotki całości): A oto co (między innymi) kocham we Włoszech (i w Hiszpanii też) - wąskie uliczki: Powyższe zdjęcie spodobało mi się tak bardzo, że od dziś jest moim wygaszaczem na leosiu :)
* * *
Skoro byliśmy w Maranello, nie mogło zabraknąć szybkich aut ;) Lamborghini Ferrari, ale jakieś nieprawdziwe, bo czarne a nie czerwone ;) Stosowne ciuszki na ścianie Montany: A jak już jesteśmy przy Ferrari - Idiomka z koniem. Siódmy miesiąc ciąży niestety widoczny :( A oto jeden ze sprawców tej ciąży (zdjęcie niewyraźne, ale oddaje rozmiar): Było miło, smacznie i kolorowo ;) napisała idiomka 2010-07-31 17:01:46 Rzecz do wynalezieniaNie miałam problemu ze słuchaniem mojej muzyki podczas wyjazdu. W samochodzie zakładałam na uszy słuchawki i słuchałam muzyki z ipoda lub leosia (na obu mam taki sam zestaw kilkuset kawałków) - odcinając się kompletnie od reszty towarzystwa*. Uwierało mnie coś innego. Ja sobie lubię pośpiewać przy słuchaniu muzyki. Zatem mam postulat do wynalazców. Proszę mi wynaleźć coś, co pozwoli mi śpiewać jadąc z innymi w samochodzie. Potrzebuję jakiś dźwiękoszczelny hełm (albo może raczej samo coś na paszczę, żeby mi się skóra pod włosami nie zapociła ;) ) , który będę mogła założyć i bezkarnie wyć sobie, na przykład "Czy te oczy mogą kłamać" :D * przebywanie 5 dób non stop w czyimś towarzystwie jest dla mnie ciężkie do zniesienia, odizolowanie się za pomocą słuchawek, choć na chwilę jest koniecznością napisała idiomka 2010-07-31 14:44:30 Radość życiaZaczęło się od żartu - na pytanie Claudio czy zjem deser, odpowiedziałam: "Jestem hedonistką - oczywiście, że zjem deser!" A potem zaczęłam się zastanawiać nad różnymi sprawami. I tak, zdecydowanie jestem hedonistką. Lubię odczuwać przyjemność z jedzenia, seksu, lubię słuchać muzyki, która sprawia mi radość. Uważam, że bycie szczęśliwą jest celem mojego życia. Chcę cieszyć się tym życiem, chłonąć je, dostrzegać również jasne jego kolory. Popatrzyłam na ostatnie tygodnie i dotarło do mnie, jaką krzywdę niemal sobie sama wyrządziłam. Jak niewiele brakło, bym zapłaciła bardzo wysoką cenę. Jeszcze dwa tygodnie temu myślałam o samobójstwie. Co za szczęście, że miałam przed sobą jasny punkt, jakim był właśnie ten wyjazd - Włochy, dobre jedzenie i wino. In vino veritas. Po alkoholu zawsze myśli mi się najtrzeźwiej. Jestem już dość starą kobietą. Na tyle starą, że idąc przez życie dorobiłam się pewnych zasad, prawd, które ewoluowały i dojrzewały we mnie. Które uważałam za słuszne. Które miały mi pomóc być szczęśliwą. Podzieliłam świat na kwestie istotne i nieistotne drobiazgi. A wypracowane nierozbijanie się na drobiazgach sprawiło, że potrafiłam być szczęśliwa w sytuacjach, które może obiektywnie zbyt szczęśliwymi nie były. Od pewnego czasu próbowałam żyć według nie moich zasad, na cudzych warunkach. I nawet jeżeli robiłam to z własnej, nieprzymuszonej woli, z miłości, najnowsza przeszłość pokazała, że mnie to unieszczęśliwia. Nie potrafię przekonać samej siebie, że musi mieć dla mnie znaczenie coś, co w moim systemie jest zaszeregowane w kategorii drobiazgów. Wolę być szczęśliwa, niż mieć 5 pln więcej w portfelu. Wolę być szczęśliwa, bo nie wiem czy zdążę z tych 5 PLN skorzystać (nikt z nas nie zna dnia ani godziny). Nie chcę tracić radości życia tylko dlatego, że zaniedbuję coś, co dla mnie jest pierdołami. Może prawdą jest, że przeciwnieństwa się przyciągają, ale nie należy z przeciwieństwami budować relacji. Zaczynam myśleć, że podstawą relacji powinna być przynajmniej zbliżona doktryna zyciowa. Chęć bycia nieszczęśliwym jest po prostu zaraźliwa.... A ja mam zamiar być szczęśliwa. Jak na hedonistkę przystało ;) napisała idiomka 2010-07-31 12:15:20 Jestem w 7. miesiącu ciążyNa dodatek jestem w ciąży z włoskim jedzeniem ;) Żartuję - teraz to już co najwyżej 3. miesiąc. Siódmy to był w środę wieczorem, po tych lodach ;) Ale i tak dziś powrót do rowerka, błonnika itd. napisała idiomka 2010-07-31 11:13:48 Hedonistka w raju
Chodzi oczywiście o raj kulinarny, bo z innych przyjemności nie czerpałam - wyjazd był za mało prywatny ;) napisała idiomka 2010-07-31 10:25:32 I zanim zapomnę!Niech mnie ktoś kopnie w dupę, żebym w końcu zaczęła się uczyć na serio włoskiego! Skoro i bez tego rozumiem bardzo dużo i potrafię gadać, to jakie efekty miałabym, gdybym zaczęła się uczyć?! Potrzebuję kogoś, kto przypilnuje, żebym napisała książkę i nauczyła się dwóch języków. I raczej nie mam co liczyć na mamę ;) P.s. Z tą ksiązką to mógłby pewno Dzidzia - muszę z nim w poniedziałek poważnie porozmawiać ;) napisała idiomka 2010-07-30 23:44:21 Cyckowo (zanim skonam w kątku ;) )Podczas środowej kolacji wymienialiśmy z Alexem uwagi na temat obfitości biustów Włoszek. Wysunęłam teorię, że są zasadniczo skąpo wyposażone. Alex natychmiast skontrował, że w porówaniu ze mną, wszystkie nacje są skąpo wyposażone. Hmmm... Może coś w tym jest. W Arezzo, gdy siedziałam w ogródku jednej z restauracji, jeden z grupki trzech przechodzących nastolatków (tak na oko 17 lat) próbował mi cyfrówką cyknąć fotkę "z ukrycia". A z kolei kasjer w supermarkecie niedaleko jeziora Garda ćwiczył na moich zakupach "kasowanie bezzwrokowe" - oczy przylgnęły mu bowiem do mojego dekoltu. Chyba zacznę zbierać w końcu kasę na operację. Powoli przestaje mnie bawić bycie lokalną atrakcją turystyczną. Za stara się robię? ;) napisała idiomka 2010-07-30 23:38:51 Wróciłam!Na dwa razy wnosiłam zakupy z podróży (czyli, biorąc pod uwagę, że musiałam jeszcze wtaszczyć walizkę z garderobą, to przeleciałam się po tych schodach w sumie 5 razy) - głównie wino, sery, oliwy oraz pierdyliard innych rzeczy (np. tak ekstraordynaryjna rzecz jak konfitura z fig albo szynka z dzika). A teraz tylko wykąpię się, a potem cichutko skonam w kątku ;) To był bardzo smaczny tydzień (pomijając dzisiejszy obiad na Słowacji ;)* ). I niezwykle interesujący - przekonałam się, że nie tylko płytki są ciekawe ;) * Ale jak może być smaczne coś, co nazywa się "denne menu" ? ;) napisała idiomka 2010-07-30 23:30:07 SlowacjaW drodze powrotnej zatrzymalismy sie na obiad w przydroznym barze. Zderzenie tej kuchni z kulinarnymi wspomnieniami z Wloch wpedzilo mnie w depresje. Na dodatek wiem, ze z kazdym km jestem blizej problemow, ktore musze rozwiazac, a o ktorych moglam nie pamietac w tym tygodniu. napisała idiomka 2010-07-30 16:19:04 |
napisz na piasku
Po godzinach
2010 |
|||